
Alkoholik na dnie – historia ostatniego kieliszka i pierwszej ulgi
Prawdziwa historia mężczyzny, alkoholika na dnie, który sięgnął dna przez alkohol. Przeczytaj poruszający opis walki z uzależnieniem i decyzji, która odmieniła jego życie.
Alkoholik na dnie – jak to wygląda naprawdę?
Siedział w pustym mieszkaniu. Sam.
Czasami rozmawiał z mamą. Czasem odezwał się klient. A potem znowu cisza. Taka, która boli w środku. Cisza uzależnienia, samotności. Cisza człowieka, który spadł na samo dno.
Zadawał sobie pytanie, które wielu alkoholików boi się wypowiedzieć na głos:
– Czy to już moje dno?
Rozwód, utrata pracy, ogromne długi – to wszystko przecież już było. Myślał, że to wystarczy, żeby się odbić. Ale nie. To było dno z betonu. Nieprzebijalne. A może po prostu… on nie chciał się od niego odbić.
Walka z alkoholizmem: nadzieja, miłość i kolejne rozczarowanie
Był na terapii.
Poznał kobietę.
Zakochał się – tak prawdziwie. Myślał: „to ona mnie uratuje”. Razem urządzili mieszkanie, ułożyli życie. Planował nowe rozdanie.
Ale alkohol był zawsze obok. Może nie codziennie, może raz na trzy miesiące. Ale był. I wystarczyło. Ona odeszła. A on został z tym, czego się najbardziej bał: z samotnością.
– Mówiła, że jestem uzależniony od wódki, nie od niej – powtarzał sobie w myślach.
Dzwonił. Przepraszał. Błagał o jeszcze jedną szansę.
Ale w słuchawce słyszał tylko:
– To koniec. Wypaliła się we mnie nadzieja.
Nie miłość. Nadzieja.
I on trzymał się tych słów jak tonący – że może jeszcze kocha. Że gdyby przestał pić… może wszystko by wróciło.
Alkoholik sam w domu – jak wygląda codzienność uzależnionego?
Każdy przelew od klientów był początkiem końca.
Dostawał pieniądze – i zaczynał pić.
Sam.
W ciszy. Z poczuciem winy.
A potem dzwonił do niej. I znowu słyszał chłód. Czasem miał wrażenie, że płacze. Może naprawdę nie chciała go skreślić? Może tylko nie umiała już z nim żyć?
Mama próbowała pomóc. Rozmawiała z nią. Szukała ośrodka odwykowego.
Ale Basia powiedziała jasno:
– On musi sam. Sam znaleźć ośrodek, zapłacić, zdecydować. Tylko wtedy to będzie miało sens.
I miała rację.
Jak przestać pić? Od czego zacząć?
Dziś dostał przelew. Kasa była. Pokusa – jeszcze większa.
– Połówkę Czystej Żołądkowej poproszę – powiedział na stacji. Sprzedawca znał go już dobrze.
Wrócił z butelką, ale jej słowa nie dawały spokoju:
– Nie dam ci nadziei. Ale też jej nie odbiorę.
Może to znaczyło: udowodnij mi coś. Pokaż, że potrafisz. Może jeszcze nie wszystko stracone?
I wtedy pojawił się plan:
Jeszcze dziś się napiję.
Ostatni raz.
Potem przestanę.
Za rok pokażę jej, że dałem radę. Że żyję bez alkoholu. Że jestem innym człowiekiem.
Jak odbić się od dna?
Po raz pierwszy od dawna pomyślał trzeźwo:
– Mam wybór.
Mógł dalej żyć z butelką – samotny, smutny i zniszczony.
Ale przecież nie musiał.
Miał alternatywę: spróbować inaczej, zacząć od nowa, krok po kroku.
Dlatego zaczął w myślach układać sobie prosty plan.
Może nie był doskonały, ale był jego własny.
Basen – żeby się poruszyć i poczuć ciało.
AA – bo sam nie da rady, a wsparcie jest niezbędne.
Terapia – ponieważ trzeba zrozumieć, co boli i dlaczego.
Spacery – żeby oddychać i nie siedzieć w czterech ścianach.
Może nawet pies ze schroniska – żeby mieć powód do wstawania i poczucie odpowiedzialności.
To wszystko nie było rozwiązaniem samym w sobie, ale mogło stać się trampoliną.
Czymś, co wreszcie pozwoli się odbić od tego pieprzonego dna.
Tylko że nie dziś.
Jeszcze nie.
Dzisiaj miała być ostatnia lufa.
Pożegnanie z tym, co go niszczyło.
Jednak wtedy, niespodziewanie, w głowie pojawił się jej obraz.
Jej twarz. Jej oczy.
Nie były oskarżycielskie, lecz zmęczone.
Patrzyły tak, jakby już niczego nie oczekiwały.
Wtedy zrozumiał.
– Nie mogę. Nie tym razem.
Zatrzymał się. Spojrzał na butelkę.
TRZASK.
Butelka roztrzaskała się o chodnik, rozsypując się w kawałki.
W tym momencie poczuł znajomy zapach wódki – mocny, ostry, jak uderzenie.
Ale coś było inaczej.
Nie zatęsknił. Nie zachłysnął się potrzebą.
Zamiast tego – poczuł ulgę.
Nie radość, nie zwycięstwo, ale prawdziwą ulgę.
– Dzisiaj się nie napiję – pomyślał.
I właśnie wtedy zrobił pierwszy krok.
Droga do trzeźwości zaczyna się od jednej decyzji
Jeśli jesteś na dnie – to nie znaczy, że musisz tam zostać.
Jeśli jesteś alkoholikiem – możesz przestać pić.
Może nie jutro. Może nie idealnie. Ale możesz.
Każdy ma swoje „ostatnie TRZASK”.
Nie czekaj, aż ktoś cię uratuje.
Uratuj siebie.
Nie jesteś sam. Czekamy na Ciebie.
Jeśli czujesz, że widzisz się w tej historii – odezwij się. Jesteśmy po to, by Ci pomóc.





taka klasyczna ofiara TWOJEGO wyboru